WRÓĆ DO LISTY BLOGA

Terapia jest OK!

Czasami wydaje mi się, że wszystko jest na odwrót.

 

Od osób, które przychodzą do mojego gabinetu słyszę, jak mówią o sobie, że są słabe, że nie dały rady, że wstyd, że głupio, że porażka…

 

Tymczasem siedząc naprzeciwko nich myślę sobie, jak dużo trzeba mieć w sobie odwagi, determinacji i siły aby zmierzyć się z tym stereotypem, zapisać się na wizytę, pojechać, nacisnąć domofon, wejść do gabinetu, usiąść i opowiedzieć, o tym co trudne, o tym co boli.

 

Przecież na każdym etapie mogli zrezygnować, wycofać się.

 

Wielokrotnie musieli pomyśleć :  „A po co mi to, niech będzie tak jak jest…”

 

Ale nie zrezygnowali, przyszli = zawalczyli o siebie, o swoje relacje, o swoje emocje.

 

Patrząc na nich jestem dumna.

 

Dla mnie to codzienność, od wielu lat. Wliczając 5 lat studiów psychologicznych plus kolejne 4 lata kształcenia się jako psychoterapeuta, wszystkie kursy, szkolenia, konferencje. Praca w ośrodku uzależnień, w gabinecie. Znajomi – psycholodzy, psychoterapeuci. Codzienność, norma.

 

Jednak dla osób, które przekraczają próg mojego gabinetu, to normą nie jest.

 

Jest wyzwaniem – i zawsze, za każdym razem staram się o tym pamiętać.

 

Nie potrafię i nie chce pogodzić się z opinią, że pójście do psychologa to wstyd!

 

Jeśli już, to wstydem powinno być bagatelizowanie swoich problemów, problemów w związku, w rodzinie, w pracy. Bagatelizowanie smutku, strachu, napięcia, rozdrażnienia, uzależnienia.

 

Unikanie rozmów, przyjrzenia się sobie – tak, to można nazwać wstydem.

 

Jednak świadomy rozwój, terapia, poznawanie siebie – to odwaga i wyzwanie.

 

Moim marzeniem byłoby takie myślenie o terapii i o ludziach którzy walczą o lepsze życie, jego większy komfort, zrozumienie siebie, swoich emocji i relacji.

 

Człowiek rośnie w siłę, zmienia się, staję się pewny siebie, rozpoznaje swoje emocje i wie skąd się biorą, kształtuje i nazywa swoje cele – realizuje je! Tak działa terapia.

 

Najcudowniejszym momentem na końcu terapii jest spojrzenie klienta, które zmienia się tygodniami, czasami miesiącami. I z tych przygaszonych, często smutnych oczu, z czasem wyłania się wzrok pełen siły i wiary w swoje możliwości, lub wzrok pełen spokoju i akceptacji. I wtedy już wiem, że ten człowiek na pewno nie żałuje swojej decyzji o podjętym trudzie, jakiego dokonał podczas terapii, i wiem też, że takie osoby są najlepszą „reklamą” terapii. Oni już wiedzą, że terapia jest OK.

 

Oby było ich jak najwięcej.

 

Laura